Skocz do zawartości

Strona RUSH Hemispheres używa cookies. Nasza Polityka prywatności dostarczy Ci wszelkich niezbędnych informacji.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. OK
Witaj na RUSH Hemispheres
Wita Cię RUSH Hemispheres. Jak w większości tego typu społeczności powinieneś się zalogować aby móc brać udział w dyskusjach. Proces rejestracji jest nieskomplikowany i wymaga podania minimalnej ilości danch. Przyłącz się do nas i załóż swoje konto. Jako pełnoprawny użytkownik zyskasz:

  Możliwość zakładania tematów i brania udziału w dyskusjach.
  Subskrypcje email dowolnych treści na stronie.
  Własny profil z mnóstwem ciekawych opcji konfiguracyjnych.
  Nieograniczoną przestrzeń na swoje albumy w Galerii.
  Możliwość rozmów na żywo z pozostałymi użytkownikami.
  Wewnętrzny komunikator do wymiany korespondencji ze znajomymi.

Logowanie Rejestracja

Najwyższa reputacja


#96274 ANIMATE - no to kolejny bass cover ;)

Napisane przez animate w 23 listopad 2018 - 23:38

Hej

 

Znowu skorzystałem z chwili wolnego a że ten numer mam w końcu z zespołem ograny  to i basscover jakoś poszedł ;) Tym razem zmiana gitary na Spectora ale i on tu zabrzmiał po ruszowemu mimo że to wiosło do typowego łojenia (hardwareowo to praktycznie sygnatura Alexa Webstera z Cannibal Corpse)  ;) aktyw na EMG, 18v preamp i takie tam - całkowite przeciwieństwo pasywnego Fendera

 

Trudno tutaj ugrać dobrze całe 6 minut tym paluchem po Geddowemu no ale starałem się. Na żywo lepiej mi się to gra bo się mniej przykładam ;)

 

 

 


  • 5


#88047 We're basically done

Napisane przez Karbulot w 28 styczeń 2018 - 00:01

Ja w sumie późno zaliczyłem koncert Rush. Dawno temu przegapiłem Hanower i nie mogłem sobie wybaczyć. Ale 7 lat temu trafiła się okazja pojechać do Malmo. Wykosztowałem się szalenie, kupiłem 2 bilety, bo pierwszy miałem odebrać na miejscu i bałem się, że mogę nie dostać. A to był dobry bilet, w drugim rzędzie na środku (lekko po lewej, stałem 3 metry od Alexa). Więc kupiłem taki zapasowy. Dodatkowo pociąg w dwie strony, hotel, taksówki. Kosztowało mnie to prawie 3 tysiące złotych w przeliczeniu, ale warto było.

 


  • 4


#87967 We're basically done

Napisane przez LS.Disease w 26 styczeń 2018 - 13:48

ICH, ONI, przypomina mi się THEM King Diamond i zaczynam się bać ;)
 

Trochę śmieszna ta data rozwiązania zespołu, 2018? A co zrobili przez ostatnie dwa lata? Celebrowali swoje odejście, tyle, że się zbytnio nie wysilali w przeciwieństwie do takiego Black Sabbath. No i nie wrócą, choćby z powodu wieku. Po 70 mają grać? To nie Rolling Stones gdzie się wszystko może rozjeżdżać jak stare gacie, a fani dalej się gibią, ani nie Roger Waters, który dobiera sobie młodych muzyków, a sam mruczy do mikrofonu. Tu potrzeba kondycji, precyzji, czegoś, co w pewnym wieku jest nie do odbudowania. Kto jest sobie w stanie wyobrazić 70 letniego Geddyego śpiewającego Xanadu? 

 

A my i tak jesteśmy w podziemiu. Pozostały płyty, a trochę ich jest. Kto będzie miał ochotę poznać zespół ma w czym wybierać. Może do nas zawitać i dyskutować o zespole. 


  • 4


#75396 Ulubione utwory Rush

Napisane przez pizdek w 27 kwiecień 2016 - 16:28

Myślałem że nic nie powiem w tym temacie,ale jednak zmieniłem zdanie.Dla mnie najlepszy Rush to Moving Pictures.Były to lata 80-te,głeboka komuna,płyty wedle wykazu kupował mi mój ojciec,który pływał na statkach.Ja byłem na poziomie Purpli,Zeppelinów,Thin lizzy,a nawet Qeen.Po kolejnym rejsie powiedział:"słuchaj wiem,że o tej płycie nic nie mówiłeś ale na wykazie sklepowym jest najlepiej sprzedającym się albumem,jak ci się nie spodoba to komuś ją dasz,było to Moving pictures.Położyłem to coś na talerzu mojego "Daniela" i po prostu odjechałem.Bass gra swoje,gitara gra swoje,a wszystko łączy się w całość i ten wokal tnący powietrze niczym skalpel.Potem przyszedł czas na tekst i okazało się,że pokazali mi jak przeżyć życie,jak poradzić sobie z tym całym syfem.Zupełnie coś innego niż do tej pory słuchałem.Pewnie z tego powodu nie jestem obiektywny,ale dla mnie to nalepszy Rush i łykam tę płytę w całości!.


  • 4


#75284 Nielubiane utwory Rush

Napisane przez pizdek w 25 kwiecień 2016 - 21:32

Ja tak bardzo się nie spuszczam nad brzmieniem.Jestem stary a CA bardzo mi się podoba tak samo jak Astonishing Dreamów.Wiem pewnie się nie znam nad niuansami muzyki,ale co z tego?Nie patrzę przez pryzmat innych płyt Dreamów bo ich prawie nie znałem,albo coś mnie wzrusza,albo nie i brzmienie niewiele tu zmieni bo w dawnych czasach słuchałem z moją dziewczyną a obecną żoną na bardzo słabym sprzęcie,ale byliśmy w schronisku i bardzo się kochaliśmy.Każda płyta Rush to kawałek mojego życia,wszystko działo się na żywo;gdy rodziła się moja córa wracając do domu ze szpitala wrzuciłem przypadkową kasetę i wybrzmiało Chain lightning itd.,itp.Dojrzewałem z tą muzyką i ona wraz z tekstem kształtowała moją osobowość.Są płyty które lubię mniej,jak tak zwany dla mnie "plastikowy" okres HYF i PW,ale wtedy gniłem w monie i te wydawnictwa też kocham,ale brzmienie czy realizacja mają  dużo mniejszą moc.Trudno wszystko opisać lepiej byłoby się spotkać i pogadać aby wszystko lepiej wytłumaczyć,ale odległości są zbyt wielkie.Najbliżej mam do SLD,ale  trudno znaleźć czas i chęci.Jak  czytam to co napisałem to kiepsko to wygląda ,ale tak się namęczyłem,że to zostawię!


  • 4


#75105 Steven Wilson 2016 European Tour

Napisane przez snowdog66 w 22 kwiecień 2016 - 16:00

Magiczny koncert w Krakowie (pomimo wpadki technicznej przy "Ancestral"). Jakość dźwięku super!!! Nie za cicho, nie za głośno, instrumenty i wokal selektywne. Można pozazdrościć Krakusom takiej sali koncertowej. O formie muzyków SW nie wspominam bo oni poniżej pewnego (wysokiego) poziomu po prostu nie schodzą. Dave Kilminster godnie zastąpił Govana a Craig Blundell - Minnemanna. I pokrótce to tyle. Ci co nie byli bo nie mogli, nie chcieli lub nie mieli czasu a lubią - mogą sobie obejrzeć obszerne fragmenty na moim koncie na YT:


  • 4


#73897 Najlepsza płyta Rush?

Napisane przez sanchez87 w 31 marzec 2016 - 10:48

Ja uważam, że dla każdego najlepszą płytą jest jego ulubiona płyta. Nie cierpię wręcz jak ktoś mi wpiera, że coś jest najlepsze (i ja się nie znam) podczas gdy mi się podoba zupełnie coś innego.


  • 4


#96521 ANIMATE - no to kolejny bass cover ;)

Napisane przez animate w 06 grudzień 2018 - 20:07

Dzięki chłopy !

 

Japierniczę, wrzucili mnie na Officjal Spectora... szok

 

https://www.facebook...tQ&__tn__=-UC-R


  • 3


#95190 Hemispheres 40th Anniversary

Napisane przez Galt w 05 październik 2018 - 11:22

Track List:

Disc 1
1. Cygnus X-1 (Book II Hemispheres)
2. Circumstances
3. The Trees
4. La Villa Strangiato

Disc 2
1. A Passage To Bangkok (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
2. Xanadu (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
3. The Trees (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
4. Cygnus X-1: Book II Hemispheres - The Sphere (A Kind Of Dream) (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
5. Closer To The Heart (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
6. La Villa Strangiato (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
7. In The Mood (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
8. Drum Solo (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
9. Something For Nothing (Live At Pinkpop Festival, Netherlands/1979)
10. 2112 (Live In Arizona/1978)

Załączone miniatury

  • 51uRa+gBIkL._SS500.jpg

  • 3


#89208 Relacje z koncertów

Napisane przez Vemod2112 w 21 luty 2018 - 12:21

Lebowski czyli nostalgiczny seans filmowy

 

Lebowski - 03.02.2018 - Kawałek Podłogi, Koszalin

 

Opóźniłem się trochę z tą relacją a to dlatego, że trudno oddać słowami muzykę grupy Lebowski. Ujmując najprościej, jest to muzyka bardzo filmowa. Ilustruje to zresztą tytuł ich pierwszej płyty "Cinematic", która była kilka lat temu sporym wydarzeniem i nadal pozostaje pozycją wybitną. Lebowski mało koncertuje więc tym większą gratką dla mnie był ich występ w Koszalinie. Frekwencja była nader skromna bo liczyła może z 25 osób, lecz ci którzy przybyli, mogli uczestniczyć w prawdziwej muzycznej uczcie. Małe koncerty klubowe dają bowiem tę cudowną możliwość interakcji między artystami a publicznością. Muzycy zaprezentowali utwory ze swoich dotychczasowych dwóch wydawnictw oraz rzeczy nowe, które nagrywają właśnie na kolejna płytę. Zespół roztaczał ze sceny urokliwe muzyczne pejzaże, dające ogromne pole do popisu dla wyobraźni. Gitara raz drapieżna raz liryczna, wręcz łkająca, to wysuwała się na pierwszy plan to znów była tłem dla pięknych partii klawiszowych. Sekcja rytmiczna spinała to wszystko w całość. Muzyka Lebowskiego to utwory bardzo nostalgiczne. Podkreślają to zawarte w kilku z nich cytaty ze starych polskich filmów. Słyszymy w nich głosy Maklakiewicza, Kłosowskiego, Niemczyka, które przenoszą nas w przeszłość, tworząc jakiś nierzeczywisty, senny klimat. Zespół niezrażony małą grupą widzów dał z siebie 100 % możliwości. Było słychać i widać, że to co robią jest ich prawdziwą pasją. Gdy będą grali w Waszej okolicy, nie przepuśćcie rzadkiej okazji usłyszenia Lebowskiego na żywo. Naprawdę warto!

Załączone miniatury

  • Lebowski 1.jpg
  • Lebowski 2.jpg

  • 3


#84676 Relacje z koncertów

Napisane przez Vemod2112 w 12 czerwiec 2017 - 13:46

UGLY KID JOE - 05.06.2017, Klub "Firlej", Wrocław

 

Takich grup jak UGLY KID JOE są tysiące. Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego obdarzyłem tak wielka sympatią akurat ten właśnie zespół. Zadziałał oczywiście ślepy traf, gdy na początku lat 90 - tych moją uwagę przykuła zabawna okładka kasety ich pierwszej EP-ki. Wkrótce pojawił się pierwszy album, który do dzisiaj bardzo wysoko oceniam (patrz moje typy w plebiscycie za rok 1992). Drugą płytę UKJ oceniłem nieco słabiej, o trzeciej przez lata nawet nie wiedziałem i tak Szpetny Dzieciak Joe przeszedł do strefy zmroku, z której jak diament lśnił wciąż tylko ten pierwszy album. Po porażce trzeciej płyty (istotnie gniot) grupa zawiesiła działalność. Po kilkunastu latach z wielkim zdziwieniem dowiedziałem się, że panowie odkurzyli stary szyld i znowu grają i to nawet u nas na przystanku Woodstock w 2013-tym roku. Okazało się, że przypomnieli o sobie bardzo udaną EP-ką, za którą, dzięki udanej zbiórce crowdfoundingowej nagrali całkiem przyzwoity nowy album. Joe zmartwychwstał. Po latach doceniłem drugi album "Menace To Sobriety" i gdzieś pod skórą zaczęła mi kiełkować nadzieja, że może zobaczę ich na żywo. Jakoś tak z rok temu przeglądając TYLKO ROCK trafiłem na mało rzucający się anons o koncercie UKJ w warszawskiej Proximie. Euforia szybko przerodziła się w żal i konsternację, gdy zorientowałem się, że z tym koncertem sąsiaduje terminowo koncert THE CURE. Teoretycznie wszystko dałoby się pogodzić ale życie wymogło konieczność wyboru. Mielu świadkiem, że do końca (mając w ręku bilety na Kjura) wahałem się co wybrać. Wybrałem wyprawę do Łodzi, czego nie żałuję bo był to wyjazd pod każdym względem udany, ale z szansą zobaczenia UKJ pożegnałem się, jak sądziłem, definitywnie. Jak się okazało, zabrakło mi wiary w determinację chłopaków. Mało że postanowili iść za ciosem i zaplanowali kolejną trasę to w tym uwzględnili aż dwa występy w Polsce. Do trzech razy sztuka jak mówi przysłowie. Ze względów logistycznych zaplanowałem wyjazd do Wrocławia. Zdecydowanie lubię to miasto. Jakoś tak się składa, że właśnie tutaj widziałem kilka bardzo ważnych dla mnie koncertów. Ostatni występ PTree w Polsce, mój pierwszy KULT, ostatni UK, Gilmour, wymarzony przez lata King Crimson no i teraz UKJ. Rozpiętość gatunkowa iście kosmiczna a i lokalizacje za każdym razem inne. Teraz przyszła kolej na poznanie Klubu "Firlej". Wyruszyliśmy więc z kolegą, ubrani w stosowne koszulki, luxtorpedą PKP IC do grodu nad Odrą. Podróż upłynęła nad wyraz sympatycznie, po czym zameldowaliśmy się w zacnym Hotelu Europejskim, w pokoju, który dzięki fenomenalnej promocji (znalezionej w necie przez syna kolegi) kosztował dwanaście PLN za dobę czyli sześć zeta na głowę. Po odwiedzeniu kilku miejscowych piwiarni udaliśmy się do "Firleja". Tłoku wielkiego nie było (raptem kilkanaście osób ) więc po zakupie napojów spokojnie zajęliśmy miejsca przy barierce. Do godziny startu tłumek zgęstniał ale szału frekwencyjnego nie było. Zebrało się może 150, może z 200 osób. Mniej więcej punktualnie o 20-stej muzycy wpadli na scenę i zagrali INTRO z "Menace to Sobriety". Ciary przeleciały mi od czubka głowy aż do pięt! Na to czekałem! Po chwili pojawił się wokalista Wit Crane, czujnie lustrując widownię podszedł na skraj sceny, wyciągnął rękę i przybił piątkę mnie i jeszcze kilku osobom z pierwszego rzędu. Następnie poleciał kawałek NEIGHBOR - killer z pierwszej płyty. Myślałem że mnie rozerwie, a to dopiero początek. Wit Crane to rasowe zwierze estradowe, robił z publiką co chciał. Pozytywna energia ze sceny, wzmacniana reakcją widowni krążyła po klubie jak cyklon. Co najważniejsze, zespół pomimo średniej frekwencji dawał z siebie 100 % mocy. Widać było, że wspólny występ sprawia im radość. Moje obawy, że może to być odwalanie pańszczyzny okazały się nieuzasadnione. Trzeba mieć dużo entuzjazmu ale i pokory aby mozolnie, po latach niebytu, odzyskiwać dawnych i zdobywać nowych fanów, grając po całej Europie w małych klubikach. W dalszym ciągu koncertu nie było odpuszczania. Pot lał się strumieniami tak z muzyków jak i z publiczności. Kolejne utwory następowały po sobie jak serie z karabinu maszynowego. Solo w PANHANDLIN' PRINCE wywróciło mnie na drugą stronę a DEVIL'S PARADISE rozbiło na strzępy. Cover ACE OF SPADES Motörhead to już był amok. Wyróżnić jeszcze należy C.U.S.T., MILKMAN'S SON i V.I.P. Wisienkami na torcie były oczywiście hiciory - CAT'S IN THE CRADDLE i EVERYTHING ABOUT YOU, na których zdarłem gardło. Cały koncert trwał 90 minut a dziwnym zabiegiem był brak bisu. To znaczy niby był ale niecodzienny w formie, bo grupa nie zeszła ze sceny, tylko w pewnym momencie Wit powiedział, że teraz zagrają jeszcze jeden, dwa lub trzy kawałki a ile ich będzie zależy od nas. I zastygli w bezruchu i ciszy jak figury woskowe. A publiczność oczywiście w RYK. No i wyryczeliśmy te trzy kawałki, które oczywiście były zaplanowane no ale jak show to show. Generalnie koncert absolutna petarda. Jeżeli chodzi o zabawę i ciary to jeden z lepszych koncertów na których byłem. Zagrany i zaśpiewany na światowym poziomie. Bez napinki, z humorem, na luzie. Dźwiękowo bardzo dobrze, chociaż przyznam, że w tym szale nie analizowałem zbyt uważnie wszystkich niuansów. Po koncercie potwierdziło się, że panowie są naprawdę fajnymi gośćmi. Nie minęło 15 minut jak zaczęli powoli wyłaniać się z garderoby. Z uśmiechem rozdawali autografy, pozowali do zdjęć i chętnie rozmawiali z fanami. Najdłużej kazał na siebie czekać Wit Crane ale i on wyszedł może po pół godzinie. Gdy do niego podszedłem uścisnął mi dłoń i powiedział "Thanks for your energy". Miłe co nie? Po powrocie do hotelu jeszcze długo przy napojach ognistych z lodem wspominaliśmy z kolegą ten znakomity koncert.

 

Załączone miniatury

  • IMG_20170605_202541.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg
  • IMG_20170605_205622.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg
  • IMG_20170605_205703.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg
  • IMG_20170606_175140.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg
  • IMG_20170606_175210.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg
  • received_642460202617149.jpg
  • received_642460799283756.jpg
  • received_642460845950418.jpg
  • received_642460875950415.jpg
  • received_642460935950409.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg

  • 3


#82452 Zrobiłem sobie GEFILTER ;)

Napisane przez animate w 08 styczeń 2017 - 18:16

Zawsze chciałem sobie zrobić coś takiego, nazwałem to oczywiście GEFILTER i w 2017 będę tego używał live z zespołem ;)

 

 


  • 3


#77662 Rush

Napisane przez By-Tor w 28 maj 2016 - 08:48

I jeszcze mam dla was taki improwizowany utwór instrumentalny: [disk='']https://drive.google...WERUQlBxd2E2NHM[/disk]


  • 3


#77544 Rush

Napisane przez By-Tor w 27 maj 2016 - 17:22

Witam bardzo serdecznie! Trochę późno dołączyłam do was, ale trudno. Najpierw zacznę coś o sobie opowiadać.

Gram na gitarze, basie, perkusji i śpiewam. Moje ulubione zespoły progowe to oczywiście Rush, Queensryche, Van Der Graaf Generator, Pink Floyd, Supertramp, Gong, Magma, Camel, Yes, Gentle Giant, King Crimson z Gregiem Lake'iem i wczesny Genesis. A z polskich progowych zespołów to Exodus z Komendarkiem, Lizard (nie mylić z albumem zespołu King Crimson), Riverside i SBB. Z heavymetalowych uwielbiam Ronniego Jamesa Dio, Black Sabbath, Motorhead, Uriah Heep itp.

Uwielbiam też muzykę jazzową, zwłaszcza perkusistów jazzowych takich jak Buddy Rich i celtycką muzykę folkową.

Poznałam ten genialny zespół w 2009/2010 roku, kiedy byłam fanką zespołu Budgie, zważywszy na to, że Budgie był niezwykle popularnym zespołem w Polsce. Szukałam kiedyś zespołu z podobnym wokalem i trafiłam na artykuł o Burke'u Shelley'u, w którym porównano go do Geddy'ego Lee i zauważyłam, a także usłyszałam niezwykłe podobieństwo do zespołu Budgie. (głos, układ zespołu czyli trio, a nawet muzyka), tylko że Rush nie zmieniał gitarzystów jak rękawiczki, tak jak Budgie to robiło i teksty piosenek były o wiele lepsze moim zdaniem. Ale nadal lubię muzykę Budgie. Powiem tak: uwielbiam wszystko u Rusha, czyli wokal, umiejętności muzyczne, to, że są w stałym składzie, teksty Neila Pearta, itd.


  • 3


#75757 Grand Designs: Rush

Napisane przez Analog Kid w 05 maj 2016 - 14:20

O czym wy ***a piszecie?

post-2018-0-79422100-1462454209_thumb.jp

O tej fotce, więcej z niej nie wycisnę a zrobiona została na stopniach Parlamentu Ontario.

Ten gostek to Analog.

Załączone miniatury

  • zdjęcie.jpg

  • 3


#75468 Steven Wilson 2016 European Tour

Napisane przez Vemod2112 w 28 kwiecień 2016 - 12:15

rozglądaliśmy się wszyscy za Vemodem bo wiem, że się wybierał, ale wolał widocznie poznańskie koziołki
 

 

 

W rzeczy samej, wybrałem Poznań  :animatedwink: . Podpisuję się pod relacją Sławka jeśli chodzi o jakość występu. W poznańskiej Sali Ziemi ekipa SW również dała z siebie 100% mocy. Nagłośnienie pierwszej części koncertu bez najmniejszego zarzutu, w drugiej zrobiło się nieco za głośno ale selektywność pozostała kryształowa. Co do muzyków to oczywiście klasa, aczkolwiek zdecydowanie wyżej cenię Minnemanna, który jest prawdziwym czarodziejem perkusji. Zmiennik grał wg mnie zbyt siłowo. Koncert bardzo długi, prawdziwe "an evening with...". Wilson zapewne nie wróci już do koncertów z Porcupine Tree bo po prostu nie jest Mu to do niczego potrzebne. Stare utwory i tak gra a widownia na Jego koncertach systematycznie się zwiększa. Po co więc dzielić się zyskami z dawnymi kolegami skoro można pozostać jedynie przy wypłacaniu zakontraktowanej gaży znakomitym skądinąd muzykom. 

Wspomnę także o mojej ulubionej otoczce okołokoncertowej, która i tym razem była przesympatyczne. W podróż wyruszyłem z moim starym kompanem z Koszalina, który wkrótce po naszym starcie wydobył z torby zacnych rozmiarów piersiówę (bardziej cysternę lub kanister) z napojem wysokoprocentowym z rejonów Szkocji. Po drodze (w Szczecinku) dosiadł się do nas niespodziewanie mój sympatyczny kolega ze Słupska i w tym gronie upłynęła nam wesoło podróż do Poznania. Na dworcu czekał na nas mój kolejny dobry kolega z Poznania, z którym udaliśmy się do restauracji, gdzie mieliśmy zarezerwowany stolik. Koncert był miłym antraktem w biesiadzie, którą kontynuowaliśmy później w pubie ulokowanym w dawnym forcie. Tym razem nie czekaliśmy na fanty, gdyż po pierwsze artysta jest mocno humorzasty i raczej nie wychodzi a poza tym bardziej zależało nam na dalszej wspólnej integracji  :beerchug:  Jednakże miałem przy sobie aparat Zorkie pięć i zrobiłem kilka zdjęć, które wklejam poniżej. Jedyne czego bardzo żałuję to tego że tym razem nie spotkałem nikogo z Was drodzy Koledzy.

 

 

Załączone miniatury

  • 1.jpg
  • 2.jpg
  • 3.jpg
  • 6.jpg

  • 3


#68691 Now Playing Wrzesień

Napisane przez CZEJEN w 21 wrzesień 2015 - 23:53

Jak było? Ogólnie bardzo fajnie :)

Pod halą byłem już o 17:30. Gilmour forsował akurat próbę mikrofonu (baaardzo sumiennie). "Co mu będę przeszkadzał" pomyślałem sobie i skierowałem kroki do pobliskiego centrum handlowego o dźwięcznej nazwie CentrO. Okazało się jednak, że na wszelkiego rodzaju galerie jestem sakramencko uczulony. Tracę orientację i nie wiem czy jestem w zabrzańskim M1, gliwickim forum czy też właśnie w Oberhausen lub jakiejś innej Ostrawie. Wyrwałem z tego chramu neopańszczyźnianych jak niewierny z kalifatu i zatrzymałem się w browarze restauracyjnym tuż za fosą (?). Tam jedno mierne jasne, potem trochę ciekawsze ciemne, siusiu i wio pod bramki.

 

Na wjeździe wzorowa niemiecka organizacja, czyli bez niespodzianek. Legitymowali każdego a szło jak z automatu, hmm. Na stoisku z gadżetami jedynie konfekcja damsko męska w standardowym kroju. O otwieraczach nikt nic nie słyszał! Najlepszy merczendajzing ma jednak Rush, wiadomo geszeft. A nie! W carrefourze zakupiłem kiedyś chusteczki higieniczne z podobiznami członków zespołu KISS, wiadomo geszeft ;). Poza tym nic specjalnego. Polaków jak mrówków, czyli znowu bez niespodzianek. Bez niespodzianki tzn. punktualnie rozpoczął się sam koncert. Siedziałem mniej więcej tam gdzie Miele w 2007 roku.

 

I teraz tak. Setlista niby rewelacja, ale w pierwszej części zdałem sobie sprawę, że na tak skrajnie relaksującym koncercie to jeszcze w życiu nie byłem. "Vemod wykrakał" przeszło mi przez myśl. Wydawało mi się nawet, że money zagrali tak jakby zbyt wolno. Były ciary, ale repertuar zdecydowanie za mało zróżnicowany pod względem ... tempa na przykład.

Po przerwie bez zarzutów. Kapela wyraźnie wyluzowana. Dwuosobowy chórek składający się z ciemnoskórej bardzo utalentowanej wokalistki (jaki ona miała profil!) i faceta w tym samym odcieniu, bawił się przednio. Gilmour zaprezentował awangardowy krok taneczny, co wywołało pozytywną reakcję audytorium :D. A to że się tak czasem takiemu jednemu łapa omskła, to jedynie nie warty uwagi szczegół. Wyczuwalna drobna konsternacja podczas jazzującego "the girl in the yellow dress" a dalej to już jazda bez trzymanki.

Minusy? Na pewno akustyka. Mimo że impreza wyprzedana (10 000 narodu), to od tyłu bił ostry nieprzyjemny pogłos. Obrywałem po lewym uchu. Nagłośnienie z przerysowaną górą. "Piasek" z werbla aż bolał, no i szumiała im ta aparatura. Powiem jeszcze że nie jestem żadnym radykałem, ale za pierdzenie podczas Run Like Hell to bym osobiście wbijał na pal! Jak można?!

Z tym blokowaniem filmików to wielka lipa. W sobotę nie nagrałem niczego, bo niby po co jak i tak będzie na YT :(. Ale! Po Zagłębiu Ruhry pałętałem się całe dwa dni, no i w niedzielę udało mi się nagrać drugą część Fearless na innej wyprzedanej imprezie (82 000 narodu) ;).


  • 3


#67833 Temat 'Polityka'

Napisane przez cygnus74 w 21 lipiec 2015 - 10:39

Ja nie mam ciśnienia na nic. To raczej Ty masz jakieś parcie w kiszce albo gdzie indziej. Ale coś Ci powiem panie Mell, jakbyś Ty nie zachowywał się na forum tak jak się zachowujesz, nie byłoby tematu. 


  • 3


#67286 METAL HAMMER FESTIVAL 2015 - PROG EDITION Katowice, Spodek, 27.06.2015

Napisane przez mielu w 28 czerwiec 2015 - 16:21

Doczekaliśmy się po półtoragodzinnym sterczeniu pod rampą na główne gwiazdy wieczoru i trzeba przyznać, że poszło gładko. Zebraliśmy trochę autografów i zdjęć, jednak ja postawiłem na dokument , który uwieczniłem na kamerze. Nagrałem wszystkich muzyków jak szarpią się z napierającym tłumem fanów i dzielnie rozdają swe dobra. Co będę czekał na oficjalny dokument zza kulis, mam swój. Reasumując wieczór był bardzo udany w miłym towarzystwie i dla takich chwil trzeba żyć jak pisał jeden mądry człowiek.

 

 

 

 

Załączone miniatury

  • Zdjęcie0036.jpg
  • P1140435.JPG
  • DSC00331.JPG

  • 3


#67283 METAL HAMMER FESTIVAL 2015 - PROG EDITION Katowice, Spodek, 27.06.2015

Napisane przez mielu w 28 czerwiec 2015 - 15:43

Skończyli około 23.50 i to był koniec oficjalnej części MHF 2015 :biggrin:  Tradycyjnie browarek do wyjścia i napieramy na zaplecze pomni tego co tam można wysmerfić :pencil:  Wbijamy się na rampę, a tam wóda, browce i cola strumieniami leją się w gardziele gwiazd naszych metalhammerowych

 

Riverside w całym składzie podpisali się na naszych biletach

 

 

Załączone miniatury

  • Zdjęcie0034.jpg
  • P1140436.JPG

  • 3